@Kerogh - nie ma takiej komercji jak w NFL - zawodnicy graja dla gry , nie dla kasy [nie przesadzam] - nie pobierają pensji prócz tego co daje uniwerek w ramach stypednium [paradoksalnie , to duże pieniędzy wydaję się , aby śledzić , czy zawodnicy nie biorą $$ z firm typu Nike etc.] - długa historia uniwersytetów - Uniwerki robią wszystko , aby absolwenci jak najdłużej pamiętali o uczelni
Tyczy się głównie Kosza i FA. O NHL nie słyszałem , a w baseball to hmm - zawodnk mający 18,19 lat i tzw. power arm woli iść do MLB niż tracic parę lat w uniwerku.
Tak po za tym , to moim marzeniem jest jechać na meczyk NCAAF za parę lat
To były wielkie derby a mecz Trabzonu nie miał żadnego podtekstu w tle. Grali przeciw drużynie, która nie dość, że nie ma wielu kibiców, to jeszcze gra na zajebiście pojemnym stadionie. Jednak odległość jaką przebyli kibice, jest godna podziwu. Nie wierzę, że ogormna większość, to byli lokalni kibice gości.
W Stanach na mecze high school football potrafi przyjść 15k. Powiedzmy sobie szczerze w wielu miejscach po prostu nie ma zespołów pro.
Stadiony nierzadko są na kampusach, więc dużo studentów przychodzi i nakręca atmosferę. Poza tym tak jak Ludwiczek napisał, w Stanach to jaką uczelnię skończyłeś zostaje z tobą na całe życie, ludzie się ze szkołami identyfikują tak jak u nas z miejscem urodzenia.
Zdecydowanie najciekawiej jest na futbolu i koszu. Niektórzy z Europy mocno by się zdziwili jaki jest tam poziom "fanatyzmu". Koczowanie przed halą dzień przed meczem nie jest niczym niespotykanym. W ubiegłym sezonie przed wieczornym meczem Kentucky o 9 rano w hali było 25k. Parę lat wcześniej w 40 minut sprzedali 23k biletów na... trening.
Na koszu często są specjalne sektory (student sections) dla studentów (na ogół są najbardziej zagorzali) czyli coś a'la nasz młyn Oczywiście dłuższych pieśni tam nie znają, ale krótkie okrzyki, skakanie, wycie przy possession przeciwnika czy machanie łapami jest zupełnie normalne. Do tego oczywiście dochodzi stanie cały mecz - coś nie do pomyślenia na NBA.
Na futbolu wrażenie robią przede wszystkim liczby - 100k ubrane na pomarańczowo na każdym meczu Tennessee czy skaczący cały stadion Wisconsin... Wyjazdy na drugi koniec Stanów w sile 10k konkretniejszych szkół też zupełnie normalne.
Racja, żaden upset nie może się obyć bez wjazdu na murawę/parkiet Dla nas to inny świat, nie możemy się nadziwić, że żadnemu graczowi przeciwnego zespołu włos z głowy nie spada.
Potrafią też powtarzać za 'gniazdowym':
Generalnie ludzie się dobrze bawią (np. Duke) i tyle.