Po pierwszym razie plakalem ze smiechu Ostatnio co sie ostro smialem to ten dziennikarz co rozmawial z ludzmi o seksie we francuskiej TV, co wylecial z TV , teraz pracuje w radio (Spolszczyli ten reportaz )
<halo> słownik T9 ma zawsze racje, wpisuje gadu, wychodzi haft
--------------------
Była sobie niezamożna rodzina. Żona ciągle suszyła głowę mężowi, żeby kupił żelazko, bo ile można od sąsiadów pożyczać... Facet poszedł do sklepu, zobaczył żelazko cud-miód, ale było strasznie drogie. Postanowił je ukraść. Jednak ochrona go przyłapała i zaprowadziła do właściciela sklepu. Ten wykazał się swoistym poczuciem humoru i mówi: - Jak pan doniesiesz to żelazko na swoim interesie do wyjścia ze sklepu, to panu odpuszczę. Facet zebrał wszystkie siły i jakoś mu się udało. Dostarczył żelazko żonie. Przychodzi pora pójścia spać, ale zamiast tego udał się do łazienki i wrócił po paru godzinach, jak żona zasnęła. To samo drugiego dnia, trzeciego... Czwartego dnia żona zdybała go w łazience z zawieszonym na interesie ciężarkiem 10 kg i rozrzuconymi innymi - 5, 15 czy 20 kg dookoła. Zdziwiona go pyta: - Co ty wyprawiasz?! - Trenuję, przecież jeszcze lodówki potrzebujemy.
Stefan przekroczył 40-stkę. Był miłośnikiem literatury, więc kupował "Nową Wieś". Albowiem mieszkał w Kaznowie, niedaleko Ostrowa Lubelskiego. Lubił też rozwiązywać rebusy. No i raz los sprzyjał - wygrał tygodniowe wczasy w Ustce. Pojechał, więc Stefan do Ustki, położył się na plaży i wypoczywa. Zagadnęła wnet go niewiasta. W latach nieco posunięta, ale z wyglądu przypominająca miastową: - Może mnie pan dymnie? - Nie staje mi. - Mam na to sposób uroczy. I poszli do domu kobitki. Ta wyjęła śmietanę, posmarowała Stefanowi przyrodzenie i zawołała: - Puciek! Wpadł pudelek i zaczął lizać Stefanowi chuja, aż mu stanął! Puknął Stefan damę i odszedł. Po tygodniu wraca Stefan zadowolony do Kaznowa. Wieś cała go przywitała. Wchodzi do zagrody, patrzy, a tam żonka zajmuje się inwentarzem. - Dawaj, Patrycja, do chałupy! Spółkować będziem! - Ale ci nie staje, Stefek! - Spoko, mam sposób. Miastowy! Poszli do chaty. Wyjmuje z szafki śmietanę Stefan, oblewa chuja i krzyczy: - Reksio! Podbiega Reks, pies podwórzowy. Popatrzył, popatrzył i jeb... odgryzł Stefanowi chuja. Stefan tylko mruknął: - No wiocha... po prostu wiocha...
Puk, puk. - Kto tam? - Lotny patrol katechetyczny do walki z ateizmem! - Nie wierzę! - My właśnie w tej sprawie...
Jedzie sobie młode małżeństwo samochodem. Przejeżdżają obok "tirówek". Żona pyta: - Kochanie, co tu robią te panie i to tak ubrane? - Robią ludziom przyjemności za pieniądze. - A dużo można na tym zarobić - Oj, bardzo dużo, kochanie. - To może i ja bym stanęła? W końcu dopiero co się dorabiamy, auto na spłacie, a czasy takie niepewne... Mąż unosi brwi ze zdziwienia: - No, jak ty nie masz nic przeciwko, to ja też się zgadzam. - A co muszę zrobić? - pyta żona. - Stań tu, ja stanę 100 metrów dalej. Jak podjedzie klient to powiedz "stówa" i rób co trzeba. W razie wątpliwości mów, że musisz porozmawiać z menadżerem i przybiegnij do mnie. - Ok. Żona staje, stoi 5 min. Zatrzymuje się samochód. Żona podchodzi, a kierowca pyta: - Ile? - Stówa. - Ale ja mam tylko siedem dych. - Pan poczeka, muszę porozmawiać z menadżerem. Żona biegnie do męża i pyta: - Józek, ale on mówi, że ma tylko 70. Zrobić to? - Nie kochanie, nie możemy od razu robić zniżek. Powiedz mu, że za 70 to mu weźmiesz do ręki. Żona biegnie z powrotem i mówi, że zrobi ręką za siedem dych. Gość się zgadza, wyciąga interes... oczom żony ukazuje się instrument długi aż do kolan klienta. Żona wytrzeszcza oczy i mówi: - Muszę porozmawiać z menadżerem. Biegnie zdyszana do męża i woła: - Józek, nie bądź świnia, pożycz mu te trzy dychy!