Witam,
mam taki problem z siecią, a mianowicie dziewczyna w listopadzie 2010 złożyła pisemną rezygnacje z usług sieci i nie przedłużyła umowy. Po miesiącu dostała kolejne "wezwanie" do salony bo pewnie ktoś czegoś gdzieś nie wprowadził i złożyła DRUGĄ rezygnację.
Ku zdziwieniu przyszedł czerwiec a w skrzynce znalazła się faktura za te miesiące na 240 pln. Jak się okazało kartka papieru z rezygnacja dziewczynie gdzieś zaginęła, zjadła, nie wiem po prostu jej nie ma, a ona jest niezbędna do pisania tzw reklamacji.
W salonie "pan" powiedział, że oni archiwum z 2010 roku nie maja?! I papieru, który jest wydawany dla dwóch stron nie ma. PRZEPADŁ u nich również. Co śmieszniejsze w komputerze mają 3 rezygnacje wbite, dziwnym trafem bez żadnych dat.
Termin do zapłaty wyznaczyli sobie do piątku, potem sprawe ma przejąć firma windykacyjna a z nimi to już wiadomo...
Czy może ktoś spotkał się z podobną sytuacją kiedyś? Bo płacić 240 pln skurwysynom za nic to uważam za jakąś próbę wymuszenia

Jest jakieś wyjście inne niż zapłata ? Bo z tego co się zorientowałem to oni mają obowiązek trzymać takie dokumenty 3 lata

(kiedyś 6) a ten mówi, że oni archiwum sprzed kilku, kilkunastu miesięcy nie mają.