Wymień mi w punktach jakie błędy popełnił z merytorycznym i konstruktywnym uzasadnieniem.
To i ja dorzucę swoje trzy grosze na temat Pawła Janasa:
1. SELEKCJAPaweł Janas zaskoczył wszystkich powołaniami na mundial. W domu pozostali podstawowi do tej pory piłkarze reprezentacji:
Jerzy Dudek (Liverpool) ,
Tomasz Kłos (Wisła K.) i
Tomasz Frankowski (Wolverhampton).
Selekcjoner argumentował to słabą formą (Kłos, Frankowski) i brakiem miejsca w składzie (Dudek). Nasuwało się wtedy pytanie, dlaczego w takim razie powołani zostali m.in.
Sebastian Mila (Austria W.), czy
Kamil Kosowski, którzy w swoich klubach regularnie przesiadują na trybunach.
Powszechna opinia była taka, że Janas mocno ryzykuje i w razie niepowodzenia będzie z tych powołań rozliczony. Już wiemy, że mundial jest dla nas skończony, więc można zacząć się zastanawiać, czy selekcja dokonana przez niego była trafna?
Oczywiście możemy tylko gdybać, co by było gdyby... gdyby Ci piłkarze znaleźli się na niemieckich boiskach.
Braku Jerzego Dudka ostatecznie nikt nie odczuł, bo Artur
Boruc spisał się bardzo dobrze. Tomasz Kłos prawdopodobnie nie wybiegłby w pierwszym składzie na mecz z Ekwadorem, bo pozycja
Mariusza Jopa wydawała się niezagrożona. To także ten piłkarz w sparringach przed MŚ rozpoczynał mecz w podstawowym składzie. A zastępujący Jopa w meczu z Niemcami
Bartosz Bosacki zagrał bardzo dobrze.
A Tomasz Frankowski w formie był słabiutkiej, co gołym okiem było widać. Oczywiście mógłby ją odzyskać w trakcie przygotowań do imprezy, lecz patrząc na innych piłkarzy i ich nawet spadek formy w trakcie owych przygotowań również można w to wątpić. A co zdziałałby na boisku Frankowski w słabej formie? Najprawdopodobniej nic - ile nasza reprezentacja potrafiła w pierwszych dwóch meczach stworzyć sytuacji strzeleckich wszyscy widzieliśmy. Zresztą dwóch napastników było w formie:
Euzebiusz Smolarek i
Ireneusz Jeleń. Mimo to bramki nie zdobyli.
Wydaje się, że w nie powołaniu 3 w/w zawodników nie należy w żadnym wypadku upatrywać przyczyn niepowodzenia naszej reprezentacji w meczach z Ekwadorem i Niemcami.
2. PRZYGOTOWANIAPrzy okazji meczów z Litwą i Wyspami Owczymi widać było, że wielu piłkarzy jest słabo przygotowanych motorycznie do zawodów. Ich forma pozostawiała również wiele do życzenia, jednak selekcjoner uspokajał, że po to będą obozy w Szwajcarii i Barsinghausen, aby wyeliminować wszelkie braki. Więc dlaczego w meczu z Ekwadorem zespół zupełnie nie miał świeżości, a zawodnicy nie wytrzymywali kondycyjnie spotkania?
No właśnie, skoro miało być dobrze, to dlaczego było źle. Odpowiedź na to pytanie znali sami zawodnicy, jednak Paweł Janas nie chciał ich słuchać.
Wczoraj w programie Polsatu Sport,
Tomasz Hajto słusznie zauważył, że zawodnicy którzy są po ciężkim sezonie (przynajmniej większość z nich) potrzebują odpoczynku i nabrania świeżości. Tymczasem pojechali na obóz do Szwajcarii, gdzie selekcjoner mówiąc kolokwialnie "zamęczył" ich treningami. Efekt był widoczny jak na dłoni w meczu z Kolumbią. Brakowało świeżości, szybkości, dynamiki... ale do meczu z Ekwadorem miało tych elementów piłkarskiego rzemiosła nie brakować.
Tymczasem przemęczeni piłkarze po wstydliwej porażce z Kolumbią zamiast odpocząć, od razu po meczu wyjechali do Barsinghausen. Istna kumulacja! Najpierw wycisk na treningach, potem podróż do Polski, mecz, a zaraz po nim kilkusetkilometrowa podróż. Czy można zatem się dziwić, że piłkarze nie wyszli do witających ich kibiców?
Piłkarze sami prosili Pawła Janasa o odpoczynek. Ich prośby zostały wysłuchane - selekcjoner podarował im jeden trening, a więc raptem kilka godzin wolnego. To było zdecydowanie za mało.
W meczu z Chorwacją piłkarze zapewne wciąż czuli w nogach zmęczenie treningami, meczami, podróżami itp. Jednak po kompromitacji w Chorzowie chcieli za wszelką cenę zatrzeć złe wrażenie z tamtego meczu i chęcią walki przysłonili te mankamenty. Później czasu na odpowiednią regenerację sił było zbyt mało i przeciwko Ekwadorowi zagrała drużyna, która sprawiała wrażenie jakby poprzedniego dnia rozegrała dwa takie spotkania.
Dopiero poluzowanie treningów i dzień wolny przed meczem z Niemcami przyniosło wyraźną poprawę w parametrach motorycznych piłkarzy. Jednak wtedy już było za późno, szansa została przegrana 9 czerwca w Gelsenkirchen.
Wydaje się, że w cyklu przygotowań Paweł Janas popełnił istotne błędy, które zaważył na grze naszej kadry. Po prostu źle dobrał obciążenia zawodnikom (przetrenował ich). Przypomina to trochę sytuację, gdy pracownik pracuje ciężko fizycznie przez 5 dni, a w niedzielę czeka go najważniejszy dzień w życiu (w pracy). Logicznym wydaje się, że powinien odpocząć - tymczasem Paweł Janas tak wszystkim pokierował, że pracownik ten zamiast odpocząć, przepracował całą sobotę na pełnych obrotach. I jak tu w niedzielę wymagać od niego 100% sprawności?
I jeszcze jedna sprawa - wydaje się, że formy, która miała nadejść nikt na oczy nie zobaczył. Bo zawodnicy (może poza Borucem, u którego widzimy wzrost formy), którzy na niemieckich boiskach nie zawiedli dobrze prezentowali się już wcześniej. Smolarek lepiej wypadał od kolegów z ataku w meczach sparringowych, Jeleń w meczu z Kolumbią dał bardzo dobrą zmianę, Bąk był ostoją defensywy, Żewłakow też był jednym z solidniejszych zawodników - tyko Bosacki nie miał właściwie okazji zademonstrować swojej dyspozycji.
A reszta? Jak nie mieli formy, tak jej nie odnaleźli.
3. TAKTYKA3.1. USTAWIENIEPodstawowym systemem, którym kadra grała w eliminacjach był system 4-4-2. To grając w tym systemie strzeliliśmy w eliminacjach łącznie 27 goli. Co prawda tylko dwa z nich zdobyte z rywalem z "1 ligi" - Anglią, ale czy Ekwador i Kostaryka do tej grupy należą? Nie!
Systemem 4-4-2 też rozpoczęliśmy spotkanie przeciw Kolumbii i po tym meczu Paweł Janas chyba się pogubił. Najwyraźniej wyciągnął wniosek, iż przyczyną tej porażki było nie przemęczenie piłkarzy, nie ich słaba forma, lecz właśnie to ustawienie.
W meczu z Chorwacją zagraliśmy bardziej defensywnym ustawieniem, którym w zamyśle selekcjonera mieliśmy zagrać z Niemcami - systemem 4-5-1. Tymczasem okazało się, że w tym systemie zespół zagrał lepiej w defensywie i pomimo małej ilości stworzonych sytuacji bramkowych spotkanie to wygrał. W Polsce nastroje po tym zwycięstwie wyraźnie się poprawiły, a sam selekcjoner chyba utwierdził się w przekonaniu, że skoro grając 4-5-1 pokonaliśmy Chorwację, to pokonamy każdego.
I tym sposobem Janas zmienił pierwotne plany, odszedł od pierwotnego ustawienia 4-4-2 wystawiając przeciw Ekwadorowi system 4-5-1. Jak było, wszyscy widzieliśmy. Pierwszy (i jedyny) celny strzał na bramkę rywali oddany został w 84 minucie. Mimo tego, że Ekwador pozwalał rozgrywać naszym reprezentantom piłkę ograniczając się do kontrataków siły ofensywnej nie było praktycznie żadnej. Boczni obrońcy niemal nie przekraczali linii środkowej boiska.
W meczu, w którym byliśmy faworytem, powinniśmy ten mecz atakować i wygrać selekcjoner wystawił defensywne ustawienie 4-5-1. Na placu gry było praktycznie 6 obrońców (Baszczyński, Jop, Bąk, Żewłakow, Radomski, Sobolewski) a tylko 4 graczy potrafiących grać w ofensywie (Krzyżówek, Smolarek, Szymkowiak, Żurawski).
I przez cały mecz ta czwórka musiała sobie właściwie radzić sama przeciw całej drużynie Ekwadoru, bo Radomski czy Sobolewski to niewielka pomoc w ofensywie. A boczni obrońcy chyba mieli zakaz przekraczania linii środkowej. Taki Baszczyński przecież w każdym meczu często wędruje pod pole karne rywala, a w tym prawie w ogóle.
No i mecz w Dortmundzie. Zmuszony sytuacją w grupie Janas znów odszedł od pierwotnego planu (4-5-1) na rzecz 4-4-1-1. Było to ustawienie zdecydowanie bliższe temu najczęściej stosowanemu przez naszą reprezentację, ale też bardzo defensywne.
Co tymczasem mówiła nam tabela? Mecz z Niemcami MUSIELIŚMY WYGRAĆ, by mieć realne szanse awansu. Remis dawał te szanse minimalne, trzeba było liczyć na korzystny wynik w innym meczu.
Musieliśmy wygrać, a na boisku znów pojawiło się 4 obrońców, 2 pomocników defensywnych i tylko 4 zawodników mogących coś zdziałać w ofensywie (Krzynówek, Smolarek, Żurawski, Jeleń). Oczywiście sytuacji bramkowych mieliśmy jak na lekarstwo, a i te można zawdzięczać chyba wyłącznie bardzo dobrzej grze Ireneusza Jelenia aniżeli grze zespołowej.
No i skończyło się jak się skończyło. Zawodnicy nastawieni przez trenera jedynie na obronę bezbramkowego remisu bronili go heroicznie, czasem rozpaczliwie. I prawie się udało. Prawie, bo z ławki rezerwowych nie otrzymali żadnej pomocy, a nawet wręcz przeciwnie.
3.2. PERSONALIATrener Paweł Janas przed mistrzostwami zapowiadał, że nikt nie jedzie za zasługi, a grać będą tylko zawodnicy znajdujący się w najlepszej formie. Założenie jak najbardziej słuszne. A jak to wyglądało w praktyce?
Mecze z Kolumbią i Chorwacją, a także wcześniejsze z Litwą i Wyspami Owczymi powinny być wystarczającym materiałem do analizy do selekcjonera, by ten mógł wybrać zawodników znajdujących się rzeczywiście w formie.
Tymczasem przeciwko Ekwadorowi wyszła "żelazna" jedenastka. Mimo, że:
- Jop był jednym ze słabszych zawodników w meczach sparringowych.
- Sobolewski nie grał aż tak dobrze jak jeszcze pół roku temu.
- Krzynówek mało grał w klubie i to było także widać jak na dłoni w meczach sparringowych.
- Żurawski, który miał być liderem zespołu zawodził. Ba! W meczach z Chorwacją i Kolumbią nasz najlepszy (?) napastnik nie oddał nawet jednego poważnego strzału na bramkę rywali.
- Szymkowiak nie był może bez formy. On grał po prostu źle. Każdą akcję grał natychmiast do przodu z pierwszej piłki. I nie zważał na to, czy jest do kogo dograć, najczęściej dogrywał do otoczonego 3-ma obrońcami Żuławskiego, zwykle niecelnie zresztą.
Wypisz-wymaluj powtórka z Korei, kiedy to Engel na pierwszy mecz wystawił "żelazny" skład zupełnie nie zważając na aktualną formę kadrowiczów. Trener Janas po porażce z Kolumbią nawet nie wykazał chęci sprawdzenia dublerów, którzy ewentualnie mogliby zastąpić znajdujących się w słabszej formie kolegów.
Efekt był taki, że przeciwko Ekwadorowi wyszli wszyscy wspomniani wyżej zawodnicy i w komplecie zawiedli. Do ich poziomu dostroił się jeszcze m.in. Baszczyński.
Po klęsce przeciw Ekwadorowi, Paweł Janas chyba chcąc udobruchać rozwścieczonych kibiców zapowiadał kilka zmian na mecz z Niemcami. Tymczasem zmiana była tylko jedna.
Ta zmiana to posadzenie na ławkę Mirosława Szymkowiaka, a wstawienie do składu Ireneusza Jelenia, który już przeciw Kolumbii zasygnalizował bardzo dobrą formę a mimo to nie dostał szansy jej potwierdzenia przeciwko Chorwacji (7 minut to tyle co nic).
Celowo nie uwzględniam zmiany Jopa na Bosackiego, ponieważ była to zmiana wymuszona chorobą Jopa. Jeśli wierzyć dziennikarzom, to na pierwszych treningach po meczu z Ekwadorem, Jop trenował w grupie zawodników "podstawowych", czyli prawdopodobnie był przewidziany do występu od pierwszej minuty przeciw Niemcom. A przecież w Gelsenkirchen był najsłabszy na boisku!
A pozostali zawodzący zawodnicy? Krzynówek, który w meczu z Ekwadorem nie dość, że grał słabo to jeszcze fatalnie psuł stałe fragmenty gry znów wyszedł w pierwszym składzie.
A propos... dla mnie jest to rzecz niepojęta. Dośrodkowanie ze stojącej (!) piłki to absolutne abecadło umiejętności piłkarskich. A Krzynówek w 1-szym meczu na około 10 stałych fragmentów gry bodaj raz (!) wrzucił przyzwoitą piłkę. Wszystkie pozostałe lądowały albo na aucie, albo były na wysokości kolan z łatwością przecinane przez obrońców, albo też były to tzw. "balony" przy których obrońcy mogą 5 razy się ustawić do wybicia piłki, a bramkarz zdąży dopić kawę zanim łaskawie wyjdzie ją złapać.
Zawodowy piłkarz, od kilkunastu lat grający w futbol, w tym ostatnie lata w silnej bundeslidze, a nie potrafi wrzucić stojącej w miejscu piłki! Nie do wiary.
Na koniec, żeby nie było, że wytykam Janusowi tylko złe posunięcia. Na plus należy zaliczyć fakt, że pod koniec meczu z Ekwadorem wpuścił jednak Ireneusza Jelenia i
Pawła Brożka, a nie zawodników, do których wcześniej miał wyraźną słabość:
Mariusza Lewandowskiego,
Sebastiana Milę, czy
Grzegorza Rasiaka.
3.3. REAGOWANIE NA WYDARZENIA BOISKOWETo już będzie ostateczny "gwóźdź do trumny" selekcjonera Janasa. Brak odwagi w kreowaniu zmian na boisku.
Mecz z Ekwadorem - gra się zupełnie nie klei, kilku zawodników gra wyraźnie znacznie poniżej możliwości. Przegrywamy 0-1. Nie dochodzimy do sytuacji strzeleckich i nie widać żadnych oznak nadziei na jakąkolwiek poprawę tego stanu rzeczy. Logika podpowiada by dokonać zmian w przerwie, lub tuż po niej. Zdjąć najsłabszych zawodników i wprowadzić nowych, ofensywnych.
Komentator już na początku drugiej połowy informuje nas, że rozgrzewają się Jeleń i Brożek. Mija 50-ta minuta, nie ma zmian. Mija już 60-ta minuta dalej nie ma zmian, a zespół dalej gra beznadziejnie. Dopiero w 68 minucie jest pierwsza zmiana: wchodzi Jeleń za Sobolewskiego. Tylko dlaczego tak późno? Już ta zmiana wniosła ożywienie w poczynania zespołu, kolejne zmiany to wejście Kosowskiego w 78 minucie i już kosmetyczna (przy stanie 0-2) zmiana, czyli wejście Brożka w 84 minucie.
Brak rozeznania w sytuacji na boisku był wręcz porażający. Aż się prosiło by zmienić np. Szymkowiaka, który notował astronomiczną liczbę strat. By zdjąć szybko jednego z defensywnych pomocników mało przydatnych w grze ofensywnej. Dokonać szybko 2-ch zmian z jednoczesną zmianą ustawienia. Nastąpiło to dopiero około 70 minuty, o co najmniej 20 minut za późno. A ci rezerwowi zaczęli w końcu "pchać wózek" do przodu i stwarzać sytuacje, lecz wtedy było już zdecydowanie za późno.
Mecz z Niemcami. Gramy bardzo defensywnie i do przerwy trochę szczęśliwie remisujemy 0-0. Radosław Sobolewski znany z twardej gry ma już żółtą kartkę na koncie i wciąż fauluje. Fauluje tuż po przerwie, fauluje około 65 minuty (ostre wejście nakładką). Czerwona kartka wisi w powietrzu (zwłaszcza znając temperament tego zawodnika). Ja bardzo dokładnie przyglądałem się po przerwie właśnie jemu i widziałem, że Sobolewski już nic nie grał. Te opinie, że wyłączył z gry Ballacka to jakieś bujdy - Ballack grał po prostu słabo (jak na jego możliwości), a i tak znacznie częściej widziałem przeszkadzającego mu Radomskiego.
Sobolewski po przerwie truchtał tylko po boisku i często nie raczył nawet podbiec kilku metrów do rywala, a próbował interweniować wtedy, gdy rywale sami biegli w jego kierunku.
Już w tym momencie nadawał się do zmiany ze względu na słabą grę i wiszącą nad nim kartkę. Ojciec przed TV wrzeszczy, żeby go wywalić wreszcie z boiska, dzwonek: sms od kumpla mniej więcej tej treści "kiedy on k**** wreszcie zdejmie sobola". Ja widzę to samo i pół polski zapewne też. Nie widział tylko jeden człowiek - nazywa się Paweł Janas.
Do tego dodajmy jeszcze słaby mecz (kolejny) Krzyżówka i bezproduktywne bieganie Żurawskiego. Można było wprowadzić szybkiego Brożka (za Żurawia), który mógłby dołączyć do Jelenia i narobić sporego zamieszania. Można (i trzeba) było wprowadzić Szymkowiaka, z wyraźnym zaleceniem żeby jak najdłużej przytrzymywał piłkę (potrafi to, jest doświadczony), uspokajał grę.
Szymkowiaka trzeba było wprowadzić właśnie za Sobolewskiego - on przecież potrafi grać w obronie, całe lata grał na pozycji defensywnego pomocnika. Mógłby trochę odciążyć rozpaczliwie już wtedy broniący się zespół, przetrzymać piłkę i sprawić, że Niemcy zrobiliby kilka akcji mniej.
No, ale Janas czekał nie wiadomo na co i się stało. Czerwona kartka i dopiero reakcja - wtedy już raczej zrozumiała, wzmocnienie defensywy, choć Lewandowski akurat nie okazał się żadnym wzmocnieniem. A Dudka już tym bardziej.
I jeszcze w kwestii
Dariusza Dudki - czy on naprawdę nie wie, co ma grać? Czy trener musi mu wykładać kawę na ławę jak przedszkolakowi? A może powinien?
Żewłakow już oddychał rękawami, harował cały mecz i każdy widział że Dudka zmieniał przemęczonego zawodnika w zadaniu pilnowania lewej strony, czyli Odonkora, który tam hasał. Tymczasem mija minuta, a Dudka zamiast pilnować rywala, zapędził się na połowę rywali. Odonkor po chwili stoi sam nie kryty, dostaje piłkę i jest groźna akcja.
Po chwili znów identyczna sytuacja Odonkor dostaje piłkę, a Dudki przy nim nie ma, bo pobiegł gdzieś na połowę Niemców. No, a za trzecim razem to już wiemy jak się skończyło - Dudka znów krył na kilkunastometrowy radar, czym zmusił Bąka do tego, by ten zamiast pilnować środka pola karnego musiał wybiec do Odonkora i padła bramka. A jestem przekonany, że gdyby Odonkor był należycie kryty, to Bąk zostałby na polu karnym i piłka nie doszłaby do Neuville'a. Ale to już gdybanie po szkodzie...
W tej sytuacji zastanawia mnie jedna rzecz. Dlaczego trener nie reagował?
Już po pierwszym błędzie Dudki powinien go solidnie opierd**** za to, że zostawia całe skrzydło wolne. Po drugim błędzie tym bardziej powinien to zrobić. Tymczasem Dudka dalej grał "swoje" i przegraliśmy. Duża w tym zasługa oczywiście inteligencji boiskowej i doświadczenia obrońcy Wisły (a raczej ich braku), ale pośrednio także trenera, który po raz n-ty nie reagował na wydarzenia na boisku. Pewnie akurat myślał o fajce.
To tyle kilku moich uwag pod adresem Pawła Janasa.
Prawdą jest, że nie można obwiniać Janasa w całości za formę kadrowiczów w momencie początku zgrupowania, bo to nie on ich trenuje w klubie. Należy obwinić go za to, że zamiast poprawić tę formę na tyle, na ile się da w czasie 3 tygodni przygotowań, jeszcze tę formę obniżył przemęczając piłkarzy i katując ich zbyt dużą liczbą treningów.
Przygotowanie taktyczne też było mizerne - Janas nie wiedział jak mamy grać z Ekwadorem, i na ostatnią chwilę zmieniał plany wprowadzając chaos. Ostatecznie zespół zarówno personalnie jak i taktycznie był ustawiony źle, a w trakcie spotkania Janas nie miał żadnego pomysłu jak to zmienić. A jak już na to wpadł, to było zdecydowanie za późno.
Z Niemcami zmian dokonał zbyt mało, zabrakło odwagi by zrezygnować z zawodników najsłabiej prezentujących się. Poza tym zabrakło odwagi i od pierwszej minuty zespół był nastawiony wyłącznie na bronienie własnej bramki, podczas gdy ten mecz trzeba było WYGRAĆ by zachować szanse na awans. I znów błędy dotyczące samego przebiegu meczu ostatecznie przesądziły sprawę.
Zostaje jeszcze mecz o "honor" - całe szczęście, że nie mamy już nawet matematycznych szans na awans i mecz jest już o tylko o 3 miejsce w grupie. Pozostaje mieć nadzieję, że Janas da pograć tym, którzy naprawdę chcą się pokazać na tym mundialu, a nie tym, którzy mają najbardziej znane nazwiska.
No i najlepiej by było, jakby w kwestii taktyki dał wolną rękę zawodnikom - to nie są głupcy, wiele lat grają i znają się na tym. Wiedzą, co mają grać i jak grać.
A sam trener niech się już szykuje na powrót do Polski, bo z myśliwego stał się zwierzyną łowną. Przegrał. Przegrał nie dlatego, że zaryzykował z powołaniami. Przegrał, bo się zupełnie pogubił.
A my wszyscy przegraliśmy razem z nim...