No dobra jedziemy z tematem Z racji tego, że debiut to skrobnę cosik więcej
35 Ogólnopolski Charytatywny Bieg Uliczny "Ćwierćmaraton" Policki
W tym roku organizatorzy część z wpisowego przeznaczyli na 8-miesięczną Klementynke. Dziewczynka ma wadę serca.
Co do samego występu, może nie powinienem pisać w smutnym tonie ponieważ pobiłem życiówkę o około 1.20 min(czy dużo czy mało, nie mnie oceniać). Apetyt na pewno był dużo większy stąd też może pewne rozgoryczenie, które odczuwałem tuż po zakończonym biegu... Ale po kolei
Nocka przespana bardzo dobrze, pobudka o 7.30(nawet dzieciaki dały trochę dłużej pospać, zwykle 6.45 i 2 małe bąki skaczą po mnie w łóżku ) Poczułem już delikatny przypływ adrenalinki czego dowodem były szybkie odwiedziny miejsca gdzie wiecie, część z nas czyta gazetę, część gra w węża na komórce, a część po prostu sra i wychodzi Poranna toaleta, wizyta w osiedlowych delikatesach, śniadanko(rogalik z dżemem ) kawa i poczułem jak napięcie zaczęło we mnie narastać. Trochę zaczęło mnie nosić, odpaliłem radyjko, taniec w kuchni z żoną(dla rozluźnienia), chwila wyciszenia i pora było ruszać na Police.
Na miejscu byłem godzina przed zawodami. (Niestety, ale zdecydowaliśmy, że pojadę bez żony i dzieci ponieważ od rana padało, a prognozy zapowiadały, że do 13 może to tak wyglądać więc nie chciałem targać ich w deszczu.) Jak dojechałem na miejsce, zaczęło się rozpogadzać Odebrałem nr wraz z 4 agrafkami i dowiedziałem się, że pomiar będzie ręczny. Dodatkowo odebrałem 0,5 l wody i wróciłem do swego Tico( ). Powiem wam, że poczułem wtedy coś innego niż adrenalinka, mianowicie lekkie zdenerwowanie(ręce mi się trzęsły jak zapinałem numer startowy ) Godzina 10.35 wyszedłem w stronę startu i ruszyłem na 2 kilometrową rozgrzewkę. Już na rozgrzewce poczułem, że coś jest nie tak(albo po prostu zacząłem sobie wkręcać) ponieważ biegłem w ślimaczym truchcie jakieś 7 min/km, a spociłem się jakym leciał co najmniej 5 min/km. Podczas weekendowych wycieczek biegowych gdzie robiłem ok. 20 km tempem ok.5.45 -6.00 min/km miałem suchy łeb więc tutaj pomyślałem sobie: oho coś jest nie tak. Może to był mój pierwszy błąd tego dnia...
Założenie na bieg miałem proste. Pierwsze 5km w tempie 4.30-4.45, a po tym zobaczymy jak nogi będą niosły
10 minut przed planowanym startem zameldowałem się w jego pobliżu. Rozciąganie, naciąganie, dociąganie, chwila moment i START...
Pierwszy km, szczerze mówiąc myślałem, że biegnę go tempem ok 4.45, usłyszałem trenera, który rzekł iż pokonałem go w tempie 4.29. Od razu pomyślałem sobie, że jest dobrze bo skoro wydaje mi się, że biegnę wolniej,a tu taka niespodzianka. Po pierwszej minipętli między blokami trasa prowadziła w stronę lasku(droga asfaltowa utwardzona)więc biegnę sobie biegnę i biegnę i coś kurwa cisza w Endo. Czułem, że jestem już grubo po 2 km, a tu dalej cisza.(Powiem tylko, że zdarzyło mi się w Endo 2 razy, że nie naliczało dobrze odległości na 2 km, wydłużało wtedy czas pokonania między 1, a 2 km, ale wtedy na 3 km skracało czas pokonania między 2, a 3 i odległość była liczona już dobrze.) Tutaj na około 3 km usłyszałem, że przebiegłem 2 km w czasie 12 minut i niestety już nie wróciło do normy po tym. Trochę się zeźliłem bo popsuło mi to cały misterny plan biegu z kołczem. Stopera nie wziąłem innych Strav, garminów nie mam. Na ok. 3-4 km stało się coś dziwnego i złego z moimi nogami. Zacząłem odczuwać w nich brak mocy, poczułem, że zwalniam. Biegłem już chyba tempem max 4.45-4.55. Po tym jak odcięło mi prąd w nogach, odcięło mi go również w głowie bo choć starałem się jak mogłem motywować sam siebie(każdy kto biega i ma "ciężkie chwile" chyba robi to samo ) to zacząłem słabnąć strasznie. Jakoś przeleciałem 2 pętle i na ostatniej(na 7km), gdzie w normalnie prowadzonym biegu powinienem depnąć pojawiły się myśli samobójcze Nie no śmieję się, ale poważnie zastanawiałem się nad zejściem z trasy. Tylko dzięki ambicji, peptalkom i myśli, że tak wiele osób mi kibicuje tego nie zrobiłem i można powiedzieć, że doczłapałem jakoś do mety. Wyprzedziło mnie na ostatnich km chyba 10 osób. Na mecie jedno wielkie uffffffff, ręce mi się tak trzęsły, że nie mogłem odlokować telefonu. Zerknąłem jeszcze babce przez ramie i widziałem przy swoim numerze chyba 47.10, ale już sam nie jestem pewien co do sekund bo 47 z przodu na pewno było.
Podsumowując:
- Założyłem sobie chyba zbyt ambitny cel jak na swoje możliwości(dobre treningi tempowe i czasy na nich uzyskane dały mi przekłamany obraz moich możliwości).
- czy nie wytrzymałem presji? Nie wiem, chyba nie. Byłem pozytywnie nabuzowany.
- endo zawiodło mnie w najgorszym momencie(ale to nie wymówka)
- Ten debiut nauczył mnie wielkiej pokory do biegania
- do dupy biega się "bez wsparcia" z zewnątrz. Miło byłoby zobaczyć uśmiechnięte dzieciaki na trasie. Zwłaszcza że były praktycznie 4 okazje do tego (3 pętle + 1 mała pętla)
Na koniec, żeby nie było pogrzebowo. Uważam, że zrobiłem zajebisty progres, zwłaszcza, że zacząłem biegać dopiero w czerwcu. I patrząc teraz na wynik powinienem się cieszyć, bo przecież życiówka pobita. To, że założenia były zbyt ambitne? Trudno, powalczę za 2 tyg w Goleniowie. Ale już bez konkretów. Po prostu będę chciał przebiec każde następne zawody szybciej od poprzednich. Małą łyżeczką... (to odnośnie nabrania pokory).
No i wielkie dzięki dla Was wszystkich za wsparcie. Vendetta dzięki za plan treningowy i wszystkie inne rady jakich mi udzielasz. Lupus, dzięki za entuzjazm i wsparcie słowne. radeke, Kuba dzięki za peptalki. I dla całej ekipy z Endo + mecz.pl, za każde miłe słowo!
Zdjęć nie będzie bo byłem sam. Nic nie zżarłem bo nie mogłem(grochówka była) Żadnych koszulek. Medal standardowo.
22 września w Jastrzębiu Zdroju odbyła się 50. edycja Jastrzębskiej Dziesiątki. Start i meta usytuowane były na stadionie miejskim, a trasa z atestem PZLA wiodła głównymi alejami miasta - Al. J. Piłsudskiego i Jana Pawła II. Biegu nie zaliczyłbym do łatwych. Do pokonania były dwie pętle (jak się łatwo domyślić 5 km). Na trasie było kilka wzniesień. Może nie były one dużej wielkości, ale dawały o sobie znać czworogłowym. Na starcie stanęło 283 zawodników. Rekord trasy ustanowił Radosław K. z czasem 30:07, ale to całkowicie nieistotne . Po zawodach na każdego czekał medal, izotonic, woda i zjadliwy makaron. Do dyspozycji były szatnie z prysznicami, także całkiem ok. Należy również wspomnieć o wynikach, które cały czas były wyświetlane na telebimie, a w krótkim odstępie czasu widniały również na listach na koronie stadionu, gdzie serwowano ciepły posiłek w postaci wspomnianego wcześniej zjadliwego makaronu.
Pomimo wielkich emocji na trasie, najważniejsze wydarzenia rozegrały się już po biegu. Organizatorzy przewidzieli losowanie sporej ilości nagród wśród wszystkich uczestników. Do wygrania były karimaty, plecaki camelbak, pasy z bidonami, 2 ekspresy do kawy z zapasem kawy "na długie miesiące" (jak to ładnie nazwał organizator) oraz 6 pulsometrów: Polar RC3 GPS (wartość ok. 1k zł) i 5 Polarów RS300X. Z okazji 50. edycji biegu na zawodnika, który zameldowałem się na 50. pozycji czekał również czek na pewną kwotę. Pozostaje tylko współczuć temu z 49. miejsca, który do ostatnich metrów walczył o jak najlepszą pozycję .
Ogólnie organizacja imprezy zasłużyła na duży plus i jeśli tylko nogi będą dalej nieść, to w przyszłym roku zawody te na pewno znajdą się w moim kalendarzu biegowym. Na koniec jeszcze tylko wspomnę, że kolejna życiówka stała się faktem, a w nagrodę pękła kolejna butelka Sarisa .
Fechnerinho gratulacje, trening treningiem, czas na interwałach może zmylić, tu zacząłeś bardzo mocno, a tempo musiałeś trzymać do końca, bez przerw jak w treningu Pamiętaj, że właśnie pobiegłeś najszybciej w życiu i to jest niesamowite.
Trewor po ile wpisowe? Jak mierzyli czasy i jakie przewyższenia miały te wzniesienia?
Trewor po ile wpisowe? Jak mierzyli czasy i jakie przewyższenia miały te wzniesienia?
Wpisowe:
do dnia: 30.04.2013 - 25 zł do dnia: 31.07.2013 - 35 zł do dnia: 15.09.2013 - 40 zł
Po wskazanej wyżej dacie - płatne tylko w biurze zawodów dnia 22.09.2013 - 50 zł Uwaga: wpisowe dla zawodników posiadających miejsce zameldowania w Jastrzębiu-Zdroju wynosi bez względu na termin płatności 25 zł.
W pakiecie startowym możecie się spodziewać: napoju izotonicznego Oshee 0,7 ml, batona energetycznego, chusty wielofunkcyjnej typu Buff z logo biegu i fajowego medalu. Dodatkowo na mecie woda plus izotonik w wystarczających ilościach, a "po mecie" wspomniany zjadliwy makaron.
Dystans, trasa, pomiar czasu:
Dystans: 10 km (Atest PZLA) Trasa prowadzi centralnymi ulicami Miasta i posiada atest PZLA. Pomiar czasu: elektroniczny, chipy
Wyniki dostępne były na datasport. Jak wspominałem meta usytuowana była na stadionie, gdzie zamieszczony był telebin, na którym na bieżąco wyświetlane były wyniki zawodników wpadających na metę. Z tego co można było usłyszeć od spikera zawodów relacja była również dostępna on line.
Jeśli chodzi o przewyższenia to organizator nie podał dokładnej informacji, jest tylko mapka [biegjastrzebie.pl]. Z tym, że dawały znać czworogłowym to moja osobista ocena, dlatego byłem mocno zaskoczony swoim czasem, gdyż wydawało mi się, że nie było tak łatwo. Jednak patrząc właśnie na swój wynik nie wiem co o tym myśleć.
Jerome ten bieg byl we wrzesniu, tydzien po mojej polowce, zreszta bylem wtedy na pokazach w Ostravie. Graty Trewor, dlaczego caly sezon sie tak czaisz?
Zaraz, że czaję... . W dosłowne bieganie bawię się jakoś od stycznia (2013). Wtedy to dostałem pozwolenie na bieg ciągły po sierpniowej (2012) rekonstrukcji więzadła. Wcześniej była piłka, ale po zakończeniu rehabilitacji do "poważnej" piłki już nie wróciłem i zostałem przy bieganiu. Na razie był majowy Interrun w Krakowie (10km -> 45:10), Pszczyna w czerwcu (10km -> 43:01), również w czerwcu LFO w Oświęcimiu (5km -> 19:42), no i to Jastrzębie (10km -> 41:52). Właśnie jestem po lekturze Skarżyńskiego i plany są ambitne . Na początek marcowy półmaraton w Żywcu. Zobaczymy co z tego wyjdzie, życie zweryfikuje.
Jestem ciekawy co szpaku napisze, bo jego bieg to chyba najgorszy scenariusz (od najmocniejszego tempa do najsłabszego) i tak szacun za przebieg i wynik
Fech: czytajac Twoją relacje widze duze podbienstwo meidzy swoicm zachowaniem a biegam juz ponad rok Trewor: Gratulacje ale pierwszy raz czytam tutaj Twopj post hehe. Nagle sie wynurzyles i od razu relacje No chyba, ze ja cos przeoczylem? Szpaku: Respekt Moja krew ALbo wszystko albo nic
haha dokładnie tak jak piszesz Jerome taktyka dramat, aż trochę wstyd cokolwiek mówić/pisać ale więcej szczegółów wkrótce na dobrą sprawę to od ~12 km biegłem samą głową bo chciałem zejść tak się czułem (wiem że za mocny start zrobiłem, ale tak jak się czułem po 10 km to się nie czuję po najcieższych treningach 15/20km), masakra i szok ale ogólnie się cieszę że ten plan minimum (4:00:00) udało się złamać teraz czas na relaks
Zaraz, że czaję... . W dosłowne bieganie bawię się jakoś od stycznia (2013). Wtedy to dostałem pozwolenie na bieg ciągły po sierpniowej (2012) rekonstrukcji więzadła. Wcześniej była piłka, ale po zakończeniu rehabilitacji do "poważnej" piłki już nie wróciłem i zostałem przy bieganiu. Na razie był majowy Interrun w Krakowie (10km -> 45:10), Pszczyna w czerwcu (10km -> 43:01), również w czerwcu LFO w Oświęcimiu (5km -> 19:42), no i to Jastrzębie (10km -> 41:52). Właśnie jestem po lekturze Skarżyńskiego i plany są ambitne . Na początek marcowy półmaraton w Żywcu. Zobaczymy co z tego wyjdzie, życie zweryfikuje.
A nie? Jastrzebie bylo we wrzesniu... A pszczyna to juz w oogle,3 tygodnie po Bielsku, olalem, bo za malo czasu na przygotowania i nawet nie zaluje. Ale mieliscie SKWAR na trasie
Biegasz z tel/zegarkiem? Wpadaj do nas, szkoda,ze na koniec sezonu. Swietne wyniki masz. I w dodatku biegasz w woj ze mna i Jeromem
Po wrześniowym super (jak na mnie - 4,34min/km) starcie w półmaratonie i po pażdziernikowym długim wybieganiu (35km w tempie 5,05/km i super samopoczuciu) pomyślałem sobie "a co tam startuj, nie wiadomo jak to będzie w przyszłości z tym bieganiem, a warto zaliczyć maraton, bo to zawsze coś:)" i dokładnie w tym samym momencie zacząłem czuć że wrześniowy szczyt formy schodzi w dół. Przez ostatnie 3 tygodnie próbowałem jeszcze trochę tę formę podtrzymać, ale każdy trening był jakiś taki ciężki i w sumie to zaciskałem zęby i musiałem trochę się zmuszać do biegania. Dwa ostatnie dni przed startem już bez biegania, sam odpoczynek. Co do startu to w Toruniu byłem chwilę po 8:00, żeby na spokojnie odebrać pakiet startowy i przetransportować się na linie startu (start był na Starówce a meta i biuro zawodów na Stadionie Miejskim). Nie wiedziałem zupełnie jak podejść do startu i jak rozłożyć siły. Co prawda jakoś nie umiem biegać wolno i standardowo treningi biegam sobie w tempie ok 5min/km i jakoś nie wyobrażałem sobie (do wtedy) biegania w tempie 5:40min/km. No i się szarpnąłem jak debil za pacem na 3h30min który też wyrwał na początku bardzo szybko i zaczął pierwsze kilometry w tempie 4:40/km. Chciałem tak do 15-20 km utrzymać się w takim tempie i potem sobie zwolnić do jakiegoś 5:30/km. No ale jak wyszło to widzieliści Pierwsze kłopoty zaczęły się od ok 10km, oddechowo czułem się źle i miałem przez chwile myśl żeby zejść, no ale od razu przychodziła myśl "jak to zejdziesz na 12km, jak dajesz rade biegać po 20-30 to i tu dasz radę" Na jakimś 14km zdrętwiała mi ręka, zaczeło się mrowienie całej lewej ręki, coś czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem podczas biegu i znowu myśl "oho, faktycznie dzieje się coś niedobrego". Cały czas wyprzedzali mnie zawodnicy, ale to jakoś nie robiło na mnie wrażenia, wiedziałem że musze zejść do jakiegoś tam swojego tempa i nie szarpać się za innymi bo jeszcze kawał drogi. I tak biegłem sobie od tabliczki do tabliczki W połowie dystansu biegłem chwile z jakimś kolesiem i mówię do niego "pierwszy i ostatni raz" on się uśmiechnął i mówi "damy radę też pierwszy raz cisnę". I wtedy zrobiłem sobie kalkulację "jestem w połowie dystansu, zajęło mi to niecałe 2godziny to na drugą połowe 21km mam 4 godziny żeby zmieścić się w limicie, nie wiem jak ale jakoś to doczłapię, choćby na czworakach i się zmieszczę w limicie:)" Od 22km zaczęło ostro padać, rzeczy i buty momentalnie zrobiły się mega ciężkie od wody. Od 13 do 29 kilometra była pętla i cały czas sobie powtarzałem, że muszę dobiec do końca tej pętli i potem już będzie prosto do mety - co prawda 13km ale już tylko prosto do mety No i tak sobie dobiegłem do końca tej pętli i było fajnie nawet przyspieszyłem trochę na 30km, ale na 32km złapał mnie lekki skurcz w lewą nogę. Na szczęście było to tak delikatne, że mogłem dalej biec. O ile można to nazwac biegiem Wtedy już raczej wiedziałem, że dam radę i cały czas miałem w głowie przeliczanie czasu, żeby złamać te magiczne 4godziny Jak patrzę teraz po czasach to 38 i 39 kilometry to był jakiś mega kryzys, ale wiedziałem że dam radę, że te 3 kilometry to sobie spokojnie dobiegnę No i dobiegłem, po 3 godzinach 58 minutach i 33 sekundach I powiem szczerze, że byłem zmęczony ale udało się. Po prysznicu na mecie odżyłem A na mecie jak na mecie medale, grochówka, piwo, napoje ciepłe/zimne , chelb ze smalcem, chleb z serem, pączki. Także trochę tego było, można było się pożywić. Niestety dla tych co przybiegli poniżej 5godzin piwa zabrakło. Na wielki minus to że zabrakło medali dla wszystkich, jednakże organizator zapewnił że wszyscy dostaną pocztą.
A dziś to wygląda mniej więcej tak "It's such a perfect day"
To chyba na tyle jeśli chodzi o relację. Jak widzicie wszystko było źle z mojej strony przygotowane Za mało picia, za mało jedzenia, złe ubranie, za szybko zacząłem ale jest z czego wyciągać wnioski, jest co poprawiać i myślę że są spore rezerwy do osiągnięcia Jedyne co cieszy (poza osiągnieciem mety) i pozytywne to że ani przez chwilę nie stanąłem i nie szedłem, co prawda momentami tempo było bardzo wolne, ale biegłem I oczywiście jak teraz sobie myślę to chyba nie był pierwszy i ostatni maraton, na pewno pierwszy Jeszcze jedno co przychodzi do glowy to picie wody z kubków na trasie :/ dramat, nie da się z tego zupełnie napić, połowa się wylewa :/ jeśli dobrze kojarze to w Gdańsku na maratonie były butelki 0,5litra. Teraz trochę odpoczynku, rozcięgno podeszwowe musi odpocząć solidnie bo dokuczało ostatnio bardzo mocno i teraz już w ogóle jest z nim średnio. Lekarz nakazał odpoczynek. 11 listopada zrobię sobie na zakończenie sezonu biegowego Bieg Niepodległości w Gdyni. Kilku (niebiegowych) znajomych biegnie to bardzo rekreacyjnie im potowarzyszę Teraz mogę powiedzieć, że jestem Maratończykiem Nawet fajnie hehe Na szybko to tylę, jak jakieś przemyślenia mi się przypomną to jeszcze dopiszę Lupus pytał o trasę chyba, to trasa bardzo płaska, na 10/32 kilometrze był tylko "mały" dołek, czyli zbieg i podbieg, który oczywiście dał się ostro w tamtej chwili we znaki Wrażenia super, tylko ludzi na trasie mało, a to bardzo pomaga Przed biegiem wrażenia mieszane, każdy sam sobie i miałem taką myśl jak sie rozgrzewałem na bulwarze "jezu jacy dziwni Ci biegacze, nikt się nawet nie uśmiechnie". Ale na mecie już było fajnie. Koniec na teraz
Gratulacje ale pierwszy raz czytam tutaj Twopj post hehe. Nagle sie wynurzyles i od razu relacje No chyba, ze ja cos przeoczylem?
Nic nie przeoczyłeś . Relacje piszę na swoje własne potrzeby. Zamieszczam je na tzw. blogu (nie mam zamiaru tu nic reklamować, także mam nadzieję, że za słowo "blog" nie otrzymam jakiegoś bana, jak to już miało miejsce gdzie indziej), a teraz mnie jakoś naszło, żeby się i tu nią (relacją) podzielić.
Originally Posted by lupus
A pszczyna to juz w oogle,3 tygodnie po Bielsku, olalem, bo za malo czasu na przygotowania i nawet nie zaluje. Ale mieliscie SKWAR na trasie
Gratuluję pamięci czy też "wiązania" faktów. Pogoda rzeczywiście nie rozpieszczała natenczas... no chyba, że plażowiczów, bo Ci nie mogli narzekać. Nie była to oczywiście pogoda na rekordy, ale osobiście w takich warunkach czuję przewagę nad innymi .
Originally Posted by lupus
Biegasz z tel/zegarkiem? Wpadaj do nas, szkoda,ze na koniec sezonu. Swietne wyniki masz. I w dodatku biegasz w woj ze mna i Jeromem
PS Polowka w Zywcu nie jest lekka
Biegałem z telefonem, ale niestety ostatnio nie wytrzymał skoku ratowniczego i oddał swe życie za zdrowie innych. Ale używałem sports trackera. Jakoś mi odpowiadał i nie przerzucałem się na nic innego. Nowy telefon już na dniach, ale zegarek też jest w planach (może forerunner 620, bo 610 niestety nie jest... wodoszczelny, a jak widać u mnie odgrywa to ważną rolę). Związku z powyższym nie mogę obiecać, że dołożę jakieś km do drużyny "mecz.pl". Ale zobaczymy...
PS na PS: Wiem, ale nadchodzi już czas na 21km. Na dzień dobry taka huśtawka wysokości zapewne nie jest wskazana i wymarzona, ale takie widoki, taka impreza... nie mogę tego odpuścić.
A miałem do czynienia z zegarkiem dotykowym? Bo, nie pamiętam czy tutaj, czy na endo, jeden "od nas" mówił, że średnio się to sprawdza i jest mało praktyczne. No i z garmina też można wrzucać wyniki
Ty czy ja? . Osobiście nie, ale ja z kolei spotykałem się raczej z pozytywnymi opiniami. Skoro ew. będzie można wrzucać z garmina to... właśnie dla takich ewentualności było to moje "ale zobaczymy..." .
No i trafila mnie kontuzja :/ Jesli jest ktos z okolic Szczecina/Goleniowa i chcialby poniec w slynnej "mili niepodleglosci" to odstapie pakiet startowy za 40 zl.
to samo miejsce przez ktore pazuowalem w marcu. Ból w okolicach lewej strony kolana. Wydawalo mi się ze to wiezadlo ale po usg wyszlo ze to zginacz kolana. Pewnie teraz to samo. Mysle, że jakbym do samego goleniowa nic nie robil to dalbym rade przebiec ale juz się nie przygotuje do startu tak jakbym chcial Ogolnie moj organizm od dawna sie domagal roztrenowania. A teraz juz nie dal mi wyjscia Moze to i dobrze bo jestem daleki od dyspozycji, ktora mialem w Trzebiatowie gdy bieglem dyche w 38:52
zycze jak najszybszego zaleczenia kontuzji Vendetta i oby juz nie powracala gratulacje dla wszystkich ostatnio startujacych i dzieki za ciekawe relacje z zawodow Trewor, zakup sprzet pomiarowy i wbijaj do grupy na endo - w wiekszym towarzystwie zawsze milej a i mozna skorzystac sledzac treningi 'konkurentow'
ja sam przez wlasne gapiostwo nie zdazylem sie zarejestrowac na polowke 6.11 bo wlasnie sie przed chwila zorientowalem, ze termin minal w piatek :/ no coz, roztrenowania jako takiego nie potrzebuje, bo sie oszczedzalem w tym roku z dlugimi dystansami, wiec pewnie bede kontynuowal krucjate przeciw piatkom na parkrunach jesli zima nie zaatakuje znienacka moze jeszcze jakis przelaj lub dwa wpadnie, ale do tego musze najpierw odpowiednie obuwie zakupic