Leciałem beto,leciałem..trzy razy w życiu..1,5 max 2,5 godziny..tego nie da się opisać..horror..i nie mówcie o alkoholu, bo żeby przejść z parkingu do budynku już 200 na start..potem bezclowe, toaleta i one more time..na pokład czysty,tylko torba z trunkami..i tak nie pomogło..posiwialem jak uj..ale był przełom..po powrocie z Zielonej Wyspy, mówię do żony - dam radę radę,lecimy..Seszele,Malediwy czy...i chuj...pierdolony jebniety faszysta przywalił w zbocze, bo mu panna dymać nie dała...i w piz@u....
Leciałem beto,leciałem..trzy razy w życiu..1,5 max 2,5 godziny..tego nie da się opisać..horror..i nie mówcie o alkoholu, bo żeby przejść z parkingu do budynku już 200 na start..potem bezclowe, toaleta i one more time..na pokład czysty,tylko torba z trunkami..i tak nie pomogło..posiwialem jak uj..ale był przełom..po powrocie z Zielonej Wyspy, mówię do żony - dam radę radę,lecimy..Seszele,Malediwy czy...i chuj...pierdolony jebniety faszysta przywalił w zbocze, bo mu panna dymać nie dała...i w piz@u....
Ciężka sprawa. Pewnie to nie pomoże w niczym ale prędzej pan Wiesiek z wąchami z PKS-a w Ciebie wjedzie na gminnej drodze niż pilot nie wyląduje. Zwłaszcza jak chcesz latać na drugi koniec świata. Na takich trasach takie wygi pilotują, że nie wiem co by musiało się stać, żebyś nie wylądował.
Dobra, to nie miejsce i nie czas... Pograłem,zasadniczo dość grubo w meczu o sześć punktów pomiędzy beniaminkami Primera... Takie kurs na Osasune, że nie mogłem odpuścić.. Trzeci raz daje wiarę w "nowa miotłe" w ten przedłużony weekend..raz zadziałała, raz nie a dziś liczę, na to, że goście wyjadą minimum z jednym punktem.. Leganes też przerwać tragiczną passę porażek chcieć będzie, ale taki faworyt?? Za drobniej mam czysty iks a za grubiej x2...Się zobaczy.
Przeżył, przeżył:) Właśnie próbuję sklecić jakiś opis, chciałbym napisać "krótki opis" ale krótko to się nie da, do tego jakieś foty chciałem wrzucić;-) o ile z opisem się uporałem to wrzucenie zdjęć trochę zajmuje, a do tego powrót do pracy okazał się koszmarem który mi spać nie daje
w każdym razie, Azja mnie zauroczyła pod każdym względem, a sam wyjazd wyszedł rewelacyjnie pod każdym względem:)
Gdzie byłeś? W wakacje byłem w Tajlandii i szczerze polecam
A w jakim miesiącu i jakim regionie? Pytam z ciekawości o te ich pory mokre i suche. Jedni piszą, że to nie ma większego znaczenia a inni żeby jechać od listopada do marca. A z dziećmi to kicha ze względu na szkołę.
Byłem na przełomie lipca i sierpnia, czyli pora deszczowiwa, 1 dzień w Bangkoku, 3 dni w Chiang Mai - polnoc, dzungla, 8 dni na Ko Samui - wyspa na poludniu typowy odpoczynek, 3 dni w Bangkoku [trafiła się promocja -70% na bookingu na Bayokee sky hotel - w lepszym hotelu nie byłem, a żeby ogarnąć sniaddanie trzeba było na nim spędzić co najmniej godzinę]. Tak naprawdę mimo tej pory deszczowej padało może 3-4 razy i w moim przypadku były to mocne ulewy trwające około 20-30minut. Przed wyjazdem rozmawiałem ze znajomą, która była już w Tajladnii i powiedziała mi, że w jej przypadku było dokładnie tak samo. W lato warto jeździć w okolicę właśnie ko samui, czyli zatoka Tajalndzka- tam podobno ta pora deszczowa tak nie doskwiera (w przeciwieństwie do np Phuket na Morzu Andamańskim, gdize za to warto jeźdzć naszą zimą) i warto pamiętać ze gdyby faktycznie miało się rozpadać to warto wyjazd z wysp ustawić na kilka dni przed powrotem do Polski, bo słyszałem, ze zdarza się, że w czasie pory deszczowej można utknąć na wyspach kilka dni i możemy nie zdażyć na powrotny samolot
Leciałem beto,leciałem..trzy razy w życiu..1,5 max 2,5 godziny..tego nie da się opisać..horror..i nie mówcie o alkoholu, bo żeby przejść z parkingu do budynku już 200 na start..potem bezclowe, toaleta i one more time..na pokład czysty,tylko torba z trunkami..i tak nie pomogło..posiwialem jak uj..ale był przełom..po powrocie z Zielonej Wyspy, mówię do żony - dam radę radę,lecimy..Seszele,Malediwy czy...i chuj...pierdolony jebniety faszysta przywalił w zbocze, bo mu panna dymać nie dała...i w piz@u....
Burbon ja Cię rozumiem w stu procentach. Raz leciałem do Egiptu i nie jest to ciekawe uczucie. Cały czas obserwowałem stewardessy. Myślę sobie jak zaczną nerwowe ruchy wykonywać to już przejebane. Najgorsze jest to, że w samolocie jak coś się dzieję to nic już nie zależy od Ciebie.
Ja mam to samo Panowie z samolotami. Jak pomyślę ile trybików jest w takiej puszcze ile śrubeczek i tłoczków i niech kurna coś przestanie działać to lecisz na łeb na szyję. Najlepsze jest to że nie znam kobiety która by się bała latać Moja żona mogłaby latać codziennie a moje kumpele tak samo.
Dajcie panowie spokój. Rozumiem fobię ludzką. Ale na takiej maszynie jest tyle systemów bezpieczeństwa, że ryzyko tego, że stanie silnik jest praktycznie zerowe.
Jak pooglądacie katastrofy w przestworzach to praktycznie wszystko co się działo było z winy człowieka. I to częściej tych siedzących na ziemii niż pilotów.
Leciałem beto,leciałem..trzy razy w życiu..1,5 max 2,5 godziny..tego nie da się opisać..horror..i nie mówcie o alkoholu, bo żeby przejść z parkingu do budynku już 200 na start..potem bezclowe, toaleta i one more time..na pokład czysty,tylko torba z trunkami..i tak nie pomogło..posiwialem jak uj..ale był przełom..po powrocie z Zielonej Wyspy, mówię do żony - dam radę radę,lecimy..Seszele,Malediwy czy...i chuj...pierdolony jebniety faszysta przywalił w zbocze, bo mu panna dymać nie dała...i w piz@u....
Burbon ja Cię rozumiem w stu procentach. Raz leciałem do Egiptu i nie jest to ciekawe uczucie. Cały czas obserwowałem stewardessy. Myślę sobie jak zaczną nerwowe ruchy wykonywać to już przejebane. Najgorsze jest to, że w samolocie jak coś się dzieję to nic już nie zależy od Ciebie.
Na cudzej łasce...na nic nie masz wpływu, na nic... A co do tych stewardess,to nie nie...nie jest to dobry wykladnik zagrożenia Teoś...one są szkolone.. Jak zobaczysz nerwowe ruchy, to za trzy sekundy jeb... Musisz liczyć na siebie..ja jak kurwa czarna pantera chodziłem od końca do początku..po drodze kible, obserwacja z okien zewnętrznych części...skrzydła silniki..wpatrywanie się w każdego pasażera..szczególnie jak szedł do kibla..nasluchiwanie niepokojących odgłosów z okolic kokpitu.. wiesz czy się nie odbijają do drzwi itp..jak Bruce Willis kurwa byłem..
większe prawdopodobieństwo śmierci na drodze niż w powietrzu
ale wlasnie chodzi o to ze w wypadku samochodowym jak juz sie cos przydarzy to masz jeszcze jakies szanse przezyc, a jak juz cos sie wydarzy w samolocie to zazwyczaj caly samolot ludzi idzie do piachu