wlasnie mama sie spytala czemu sie tak glupie smieje... <img src="/ubbthreads/images/graemlins/laugh.gif" alt="" /> koles wymiata <img src="/ubbthreads/images/graemlins/laugh.gif" alt="" />
jesli chodzi o ten post co jest wklejony na poprzedniej stronie to lol <img src="/ubbthreads/images/graemlins/laugh.gif" alt="" /> <img src="/ubbthreads/images/graemlins/laugh.gif" alt="" /> hehehe
jak ma sie yield wyzszy niz 95% tematow w private picks to sie nie dziwcie ze tematy sa usuwane <img src="/ubbthreads/images/graemlins/smirk.gif" alt="" />
jak ma sie yield wyzszy niz 95% tematow w private picks to sie nie dziwcie ze tematy sa usuwane <img src="/ubbthreads/images/graemlins/smirk.gif" alt="" />
Czy ktos mi moze wytlumaczyc o co chodzi w tym niby dowcipie? Polowa ludzi nie rozumie badz uwaza ze wcale nie jest smieszny (w tym ja) a druga polowa smieje sie do rozpuku i nie moze zrozumiec dlaczego dluga polowa nie rozumie dowcipu
W Akademikach Medyka w Krakowie ludzie sobie normalnie chlali w pokoju, imprezka, jest gites. W pewnym momencie ktoś już nieźle naprany mówi tak: "Ej, a ciekawę czy taka żarówka to się do ust zmieści?". No i nie zastanawiając się długo wsadza sobie do gęby. Zmieściła się, ledwo ledwo, ale siedzi. Ludzie się śmieją, że fajnie itp. Ale w pewnym momencie koleś zaczyna robić jakieś rozpaczliwe gesty i macha, że nie może wyjąć. Ludzie się z niego śmieją, że niby sobie jaja robi, bo jak włożył to i musi wyjąć! Ale gościu widać mocuję się z tą żarówką już dłuższy czas i coraz poważniej to wygląda. Strach w oczach, szczękościsk z nerwów no i nie wyjmie. Zbić żarówki nie można, bo wiadomo próżnia to mu szkło pocharata całe podniebienie i gardło. Nie ma rady - "jedziemy do lekarza".Zadzwonili po taxe, podjechała, wsiadają. Taksówkarz jak gościa zobaczył to się zaczyna śmiać, no bo koleś z żarówką w ryju to niecodzienny widok, ale nic jadą oszpitala i w tym czasie ten drugi koleś opowiada taxówkarzowi co się stało. Gościu też nie wierzy, bo przecież "jak się da włożyć to się też da wyjąć!". No nic. Dojechali, zapłacili taksiarzowi i do lekarz. Lekarz też się ubrechtał, że czego to te studenty nie wymyślą po pijaku. Obejrzał go i mówi, że niestety trzeba mu "poszerzyć śmiech" skalpelem. Zoperował, zaszył, koleś wyjął żarówkę. LUZ. Wracają, wchodzą do pokuju, a tam ... siedzi drugi koleś z żarówką w gębie Nie wierzył, że się nie da wyjąć Jak zobaczył tego ze szwami to odrazu mina mu zrzedła. No to nic, jadą do tego samego szpitala z gościem. Zabrał ich jakiś inny taksówkarz. Dojeżdzają, a tu lekarz jak ich zobaczył to mało się nie poryczał ze śmiechu. Odsłania parawan, a tam siedzi... taksówkarz z żarówką w ustach.
Chodzi o ludzką głupotę i niedowierzanie, nie moc uczenia się na cudzych błędach. Ile mi to juz opowiadało osób, że to zrobili ich znajomi, albo że byli świadkami itp.... Swoją drogą ciekawe czy to tylko kawał, czy to rzeczywiscie się komuś przydarzyło.
Wiesz, ze nie wiem <img src="/ubbthreads/images/graemlins/smirk.gif" alt="" /> Hmm pewnie chodzi o to, ze smial sie z goscia, a wyszlo na to, ze jest tak samo glupi jak ten z zarowka w gebie.
Jeden żołnierz mówi do drugiego : - - Chodź porobimy sobie jaja z dowódcy jednostki. Na to drugi : - - Wiesz co? Ja pier..., już porobiliśmy sobie jaja z dziekana...
Pewien facet w srodku zimy (byl grudzien) wracal pociagiem z Poznania do Warszawy. Pech chcial, ze gdy zasnal zlodzieje ukradli mu wszystko: dokumenty, pieniadze, nie zostawili mu nic. Goly i wesoly wysiadl na dworcu w Warszawie w srodku nocy a ze mieszkal 60 km od miasta jakis transporcik byl niezbedny. Udal sie wiec na postoj taksowek - stal tam jeden taksowkarz wiec podszedl do niego z prosba: - Panie kochany jest taka i taka sprawa, okradli mnie, wezze pan sie zmiluj podwiez mnie srodek zimy nie mam nic zaplace panu w domu jak dojedziemy. Taksowkarz byl nieugiety: - A idz pan w cholere, spadaj, nie ma pieniedzy conajmniej zaliczki z gory nie jedziemy juz wiele takich cwaniakow bylo. - Bardzo prosze widzi pan zgine zanim dojde do domu na piechote - Nie ma mowy - placisz pan z gory albo nie jedziemy!!! No i chcac nie chcac facet musial isc na nogach przy 20 stopniach mrozu do domu, taksowkarz sie nie zlitowal ale doszedl w koncu.
Dwa tygodnie pozniej facet jechal tym samym pociagiem ta sama trasa. Tym razem podroz minela bez zaklocen i przykrych niespodzianek - zeby ich uniknac pojechal w dzien tak zeby w Warszawie byc po poludniu gdy bedzie w miare jeszcze jasno. Podchodzac na parking taksowek zobaczyl...tego samego taksowkarza czekajacego na klientow, momentalnie przypomnial sobie wydarzenie sprzed kilku tygodni. W glowie zawital mu szatanski pomysl. Mimo ze tamten taksowkarz byl jednym z pierwszych w kolejce ominal go i podszedl do nastepnego taryfiarza i mowi: - Panie kochany jest taka i taka sprawa, okradli mnie z kart, pieniedzy, musze jakos dostac sie do domu wezze pan sie zlituj za podwiezienie zrobie dla Pana wszystko, nawet zrobie panu dobrze podjedziemy gdzies w ustronne miejsce i zobaczy pan. - A idz pedale jeden wypier...z mojego auta i zebym cie tu wiecej nie widzial won!!! - wykrzyknal wzburzony taryfiarz Facet podszedl do nastepnego wozu i ponownie opowiedzial innemu taksowkarzowi historyjke, jak to go okradli i w zamian za podwiezienie zrobi mu dobrze - zostal wywalony z auta. W ten sposob obszedl wszystkich taksowkarzy z wyjatkiem tego, ktory go nie podwiozl opowiedzial te sama bajeczke i za kazdym razem byl niemal wykopywany z samochodu przez wzburzonych kierowcow. Na koncu podszedl do tego taksowkarza, ktory dwa tygodnie temu tak go potraktowal. Ten go nie rozpoznal. Facet poprosil o podwiezienie, oczywiscie nie zmyslal ze nie ma pieniedzy wiec wszystko poszlo w miare sprawnie i odjechali z parkingu
I teraz zastanowcie sie co sobie pomysleli wszyscy koledzy taksowkarze o tym jednym ktory go podwiozl <img src="/ubbthreads/images/graemlins/smile.gif" alt="" />